Ojciec idzie z dzieckiem za rękę podczas spaceru
Adopcja w praktyce

Jak wygląda proces adopcji dziecka krok po kroku? Formalności, emocje i nasza historia

Zastanawiasz się, jak wygląda proces adopcji dziecka w Polsce? Sama kiedyś szukałam konkretnego przewodnika – takiego, który nie kończy się na suchych formalnościach, ale pokazuje też emocje, lęki, czekanie i momenty, których nie da się opisać w urzędowych dokumentach.

W tym wpisie przeprowadzę Cię przez proces adopcji krok po kroku: od pierwszego kontaktu z ośrodkiem adopcyjnym, przez dokumenty, diagnozę, szkolenie, oczekiwanie na propozycję dziecka, aż po sąd i adaptację dziecka w rodzinie. Opowiem też, jak wyglądało to u nas, bez lukru, ale z ogromnym szacunkiem do tej drogi.

Pamiętaj tylko, że szczegóły procedury mogą różnić się w zależności od ośrodka adopcyjnego. Ten wpis nie zastępuje kontaktu z ośrodkiem, ale pomoże Ci zrozumieć, czego mniej więcej możesz się spodziewać.

 


Rodzice bawią się z adoptowanym dzieckiem, wspólny śmiech

Zgłoszenie się do ośrodka adopcyjnego

Nie da się ukryć – to pierwszy, oficjalny krok w procesie adopcyjnym. Można o tym przeczytać w suchych dokumentach i ustawach, ale żaden opis nie odda tego uczucia, które pojawia się w chwili, gdy bierzesz telefon i dzwonisz do ośrodka adopcyjnego.

To moment, w którym uświadamiasz sobie, że to już nie tylko myślenie o adopcji, ale faktyczne działanie.

Jak znaleźć odpowiedni ośrodek?

W Polsce funkcjonują:

✔ Publiczne ośrodki adopcyjne (prowadzone przez samorządy).

✔ Niepubliczne ośrodki adopcyjne (np. fundacje, organizacje pozarządowe, czasem katolickie).

Jak sprawdzić, gdzie się zgłosić?

Przygotowałam listę ośrodków adopcyjnych w Polsce – możesz znaleźć ją w zakładce LISTA OŚRODKÓW ADOPCYJNYCH.

Warto też zajrzeć do grupy na Facebooku, w której można zapytać innych o opinię na temat wybranego przez Ciebie ośrodka, do którego się wybierasz.

Warto wcześniej poczytać opinie i wybrać ośrodek, który wzbudza zaufanie. Każdy ma nieco inne podejście i warto znaleźć takie miejsce, w którym poczujesz się dobrze.

Pierwszy kontakt – co powiedzieć?

📞 Dzwonisz do ośrodka i… co dalej?

Nie musisz mówić od razu: „Dzień dobry, chcę adoptować dziecko”. Jeśli nie jesteś tego w 100% pewna (a rzadko kto jest), to absolutnie normalne.

Ja powiedziałam coś w stylu:

„Razem z mężem rozważamy adopcję i chcielibyśmy dowiedzieć się, jak wygląda cały proces.”

To wystarczy. Nie musisz deklarować od razu pewności – to naturalne, że dopiero chcesz się dowiedzieć, jak to wszystko wygląda.

Za pewne wtedy zostaniesz umówiona na pierwsze spotkanie w ośrodku adopcyjnym.

Pierwsze spotkanie – o co chodzi?

Tu nie chodzi o to, by przekonać ośrodek, że jesteś idealnym kandydatem.

To nie casting. To nie rozmowa rekrutacyjna, gdzie musisz udowodnić, że się nadajesz. To moment, w którym ośrodek poznaje Ciebie, ale i Ty poznajesz ośrodek.

Kto prowadzi spotkanie?

W naszym przypadku było to indywidualne spotkanie z panią Kierownik ośrodka. I to ona od razu zaczęła zadawać nam pytania.

Pytanie, które mnie zaskoczyło

„Jak myślicie, skąd biorą się dzieci do adopcji?”

Ja wtedy, bez większego zastanowienia, odpowiedziałam:

„Rodzice giną w wypadkach i dziecko zostaje bez opiekunów.”

I wtedy dostałam szybkie sprostowanie:

„To zdarza się bardzo rzadko. Większość dzieci w adopcji to dzieci z trudną przeszłością.”

To była dla mnie pierwsza, prawdziwa konfrontacja z rzeczywistością adopcji.

Adopcja to nie jest bajkowa historia o dziecku, które czeka na nowych rodziców z otwartymi ramionami.

To dzieci, które często mają za sobą zaniedbanie, przemoc, trudne relacje, czasem FAS, zaburzenia więzi.

I wtedy zadałam sobie pytanie:

„Czy ja jestem na to gotowa?”

Tylko że… jak odpowiedzieć na to pytanie, skoro nikt nie wie, co go czeka?

Doszłam do wniosku, że mogę nie wiedzieć, czy jestem gotowa, ale jestem gotowa, żeby spróbować.

Nasza historia: kiedy pierwsze spotkanie zamieniło się w dzień testów psychologicznych.

Gdy poszliśmy na to pierwsze spotkanie, byliśmy przekonani, że to będzie tylko rozmowa z panią Kierownik.

I tak było… do czasu.

Na koniec rozmowy usłyszeliśmy pytanie:

„Skoro już tu jesteście, to może od razu zrobicie testy psychologiczne?”

Testy? Już teraz?!

Nie byliśmy przygotowani. I co najlepsze – tego dnia mieliśmy zaplanowaną głodówkę.

Tak więc z burczącymi brzuchami, trochę rozbawieni, trochę zestresowani, zaczęliśmy wypełniać testy psychologiczne.

To były obszerne testy, z pytaniami powtarzającymi się w różnych formach. Niektóre dotyczyły naszych emocji, inne tego, jak postąpilibyśmy w określonych sytuacjach wychowawczych.

I wtedy dostaliśmy listę dokumentów, które musimy przygotować.

To był moment, w którym oficjalnie wkroczyliśmy na ścieżkę adopcji.

Czy trzeba się bać pierwszego spotkania?

Nie. Ale… strach jest naturalny.

To jest pierwsza rzecz, którą robisz na drodze adopcyjnej. Coś nowego, nieznanego – to normalne, że się stresujesz.

Ale pamiętaj:

✔ To nie jest casting.

✔ Nie ma tu przegranych i wygranych.

✔ Chodzi o dobro dziecka – nie o ocenę Ciebie jako człowieka.

Najważniejsze to być szczerym.

Nie musisz „pokazywać się z najlepszej strony”. Nie ukrywaj swoich wad, bo one i tak kiedyś wyjdą.

Ja na przykład powiedziałam wprost:

„Jestem nerwowa, mam czasem problem z cierpliwością.”

I wiesz co? Nikt mnie za to nie skreślił.

Nie chciałam być nieszczera sama ze sobą. Bo to nie ma sensu.

Jeśli coś ukryjesz, to ostatecznie i tak zostaniesz z tym sama, gdy dziecko już z Tobą zamieszka.

A adopcja to nie tylko spełnianie swojego marzenia o dziecku.

To także umiejętność odsunięcia siebie na bok i postawienia dobra dziecka na pierwszym miejscu.

Bo rodzicielstwo – czy biologiczne, czy adopcyjne – zawsze oznacza momenty, kiedy trzeba pomyśleć bardziej o dziecku niż o sobie.

Jeśli jesteś na początku tej drogi i nie wiesz, jak się w niej odnaleźć, napisałam coś dla Ciebie.

Mój darmowy e-book „Historia miłości, która zmienia wszystko. Przewodnik dla rodziców adopcyjnych” to nie tylko przewodnik po formalnościach, ale też emocjonalne wsparcie.

Jeśli chcesz poznać naszą historię rodzicielstwa i adopcyjną od kulis – jak to naprawdę wyglądało, z czym się mierzyliśmy i co nas zaskoczyło – to opisałam to dokładnie w dwóch częściach:

Nasza droga do adopcji – część 1

Nasza droga do adopcji – część 2

Dokumenty wymagane do adopcji

Ten etap to raczej nie moment głębokich przeżyć i duchowego wzruszenia.

To etap… biurokratyczny. Zbieranie papierów.

Dla mnie był to chyba najmniej emocjonujący, a jednocześnie całkowicie nieunikniony fragment tej drogi.

No ale wiadomo – trzeba to po prostu odwalić.

Co trzeba przygotować?

To, co trzeba przygotować, może się nieco różnić w zależności od ośrodka, ale poniżej zebrałam pełną listę dokumentów, które są najczęściej wymagane w Polsce.

Tam, gdzie to dotyczyło mnie i mojego męża – dodałam adnotację, że w naszym przypadku to wyglądało właśnie tak.

1. Wniosek o rozpoczęcie procedury adopcyjnej

Czyli oficjalne zgłoszenie – dane osobowe, PESEL, adres, stan cywilny.

Zazwyczaj dostaje się gotowy formularz do wypełnienia w ośrodku.

2. Odpis aktu małżeństwa / odpis aktu urodzenia (dla osób samotnych)

W naszym przypadku: zupełny, aktualny odpis aktu małżeństwa.

To trzeba było załatwić samodzielnie – najlepiej przez ePUAP albo w urzędzie.

3. Zaświadczenie o zatrudnieniu

U nas było potrzebne tylko od męża, ponieważ ja w tamtym czasie nie pracowałam.

4. Zaświadczenie o zarobkach lub zeznanie podatkowe

Również – tylko od męża.

Rozliczamy się wspólnie, więc to już w ogóle nie miało znaczenia, żeby składać coś dodatkowego z mojej strony.

5. Zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia

Od lekarza rodzinnego – że nie masz przeciwwskazań zdrowotnych do wychowywania dziecka.

U nas chyba nie było wymagane. (dokładnie nie pamiętam).

6. Zaświadczenie o niekaralności

To zależy od ośrodka.

U nas ośrodek sam to załatwiał – nie musieliśmy się tym zajmować.

Ale wiem, że w niektórych ośrodkach trzeba je dostarczyć samodzielnie z Krajowego Rejestru Karnego.

7. Życiorysy kandydatów

To może brzmieć formalnie, ale dla mnie to było jedno z ważniejszych zadań w całym procesie dokumentacyjnym.

Nie dlatego, że jakoś specjalnie lubię pisać o sobie (no dobra, czasem lubię),

ale dlatego, że wiedziałam, że osoby pracujące w ośrodku będą nas poznawać właśnie przez ten tekst.

To dzięki życiorysowi mogli się dowiedzieć, co przeżyliśmy, co nas ukształtowało, jakie mamy wartości.

I choć początkowo podchodziłam do tego trochę jak pies do jeża, to miałam w głowie, że to naprawdę ważne.

Nie było to proste zadanie – bo trzeba było spojrzeć na siebie z dystansem, ale właśnie dlatego było tak potrzebne.

8. Motywacja do adopcji (czasem osobno, czasem w życiorysie)

Nie pamiętam już dokładnie, czy pisaliśmy ją osobno, czy po prostu zawarliśmy w życiorysie, ale na pewno pytano nas o to zarówno w rozmowach, jak i w testach.

Dlaczego chcemy adoptować dziecko?

Co nas do tego skłoniło?

Warto sobie to uporządkować. Bo to pytanie i tak prędzej czy później padnie. I chyba najważniejsze na początku tej drogi. Mentalnie trzeba zamknąć poprzednie etapy (starania się o ciażę itp.)

9. Zdjęcie rodzinne

W naszym przypadku poproszono nas o wspólne zdjęcie całej naszej rodziny, czyli mnie, mojego męża i naszej córki. Naturalne, zwykłe, domowe. Nie chodziło o żadną sesję z fotografem – tylko o obrazek rodziny, jaką już byliśmy.

10. Inne dokumenty (w zależności od ośrodka)

Niektóre ośrodki mogą dodatkowo poprosić o:

opinię od lekarza psychiatry,

opinię z poradni leczenia uzależnień,

referencje od osób trzecich,

oświadczenia o stanie majątkowym czy mieszkaniowym.

W naszym przypadku tego nie wymagano.

Jak to wyglądało u mnie?

Dostałam listę i po prostu zaczęłam działać. Nie było tego aż tak dużo, jak się obawiałam. Po prostu trzeba to było zorganizować i zebrać. Nie było to ani trudne, ani jakoś szczególnie czasochłonne. Dla mnie ten etap był po prostu najnudniejszy. Ale potrzebny. I do zrobienia.

Podsumowanie!

✔ Lista dokumentów różni się w zależności od ośrodka, ale warto być przygotowaną na wszystko.

✔ U mnie trzeba było dostarczyć m.in. akt małżeństwa, dokumenty o zarobkach i zatrudnieniu (od męża), życiorysy i zdjęcie rodzinne.

✔ Zaświadczenie o niekaralności załatwiał nasz ośrodek.

✔ Pisanie życiorysu może być trudne, ale to naprawdę ważny element – dla mnie jeden z najistotniejszych na tym etapie.

✔ Ten etap nie wymaga emocjonalnych rewolucji. Po prostu robisz swoje i idziesz dalej.

Diagnoza kandydatów i wywiad w miejscu zamieszkania

Zanim zostaniesz, zostaniecie zakwalifikowana do szkolenia, czeka Cię jeszcze etap, który – choć może się wydawać „między formalnością a oceną” – w rzeczywistości jest bardzo ważny.

To właśnie wtedy ośrodek adopcyjny poznaje Cię głębiej.

W naszym przypadku ten etap obejmował:

diagnozę psychologiczną i pedagogiczną to powiązane z pewnością z testami, które przechodziliśmy na samym początku.

wywiad adopcyjny w miejscu zamieszkania,

wstępną ocenę kwalifikacyjną kandydatów do szkolenia.

Oczywiście ten etap może wyglądać nieco inaczej w zależności od ośrodka adopcyjnego – różnice w podejściu są i warto o tym pamiętać.

Diagnoza psychologiczna i pedagogiczna

Tu chodzi przede wszystkim o to, by ocenić gotowość do przyjęcia dziecka – zarówno emocjonalną, jak i wychowawczą.

Nie chodzi o to, żeby ktoś Cię „prześwietlał” i szukał, gdzie się potknęłaś w życiu, ale żeby zrozumieć Twoje zasoby i ograniczenia.

Rozmowa odbywała się z psychologiem i pedagogiem – albo przynajmniej u nas tak to wyglądało.

Wcześniej wypełnialiśmy testy psychologiczne (jeszcze na samym początku), ale to był dopiero wstęp.

Na tym etapie to już była rozmowa – bardziej pogłębiona.

Pytania dotyczyły m.in.:

dzieciństwa,

relacji rodzinnych,

sposobu radzenia sobie z trudnościami,

naszych przekonań wychowawczych,

motywacji do adopcji.

To był moment, kiedy naprawdę poczułam, że muszę się na chwilę zatrzymać i przyjrzeć sobie samej.

Wywiad w miejscu zamieszkania

To też ważna część tego etapu – przyjeżdża do Ciebie pracownik ośrodka. Ogląda dom, rozmawia z Wami w Waszym środowisku. I choć to nie konkurs na najpiękniejszy dom, to pamiętam, że naprawdę się wtedy stresowałam.

U nas – jak to u nas – remont trwa wiecznie. On się nigdy nie kończy. Było kilka rzeczy, które były niedopracowane, i tak na szybko je ogarnialiśmy.

Na przykład: balustrada przy schodach.

Wcześniej przy starszym dziecku nie miało to aż takiego znaczenia. A tu nagle – „przecież może tu zamieszkać maluch!”.

Na prędko zabezpieczaliśmy balustradę, żeby była całkowicie bezpieczna. Teraz mamy nową, porządną – ale wtedy to była ekspresowa akcja.

I takich rzeczy było więcej.

Na przykład ja miałam pracownię w pokoju córki, a córka była w pokoju syna – więc musieliśmy wszystko poprzenosić, a moje „pracowniane rzeczy” nie były jakimś małym pudełkiem do przeniesienia, tylko… no powiedzmy, że było tego sporo.

To był intensywny czas – pełen przenosin, reorganizacji, kombinowania, gdzie co ulokować. Ale też naprawdę ekscytujący.

Bo pokazywał, że to się dzieje.

Wstępna ocena kandydatów do szkolenia

Po tych etapach ośrodek dokonuje wstępnej kwalifikacji – czyli podejmuje decyzję, czy zaprosić Cię na szkolenie.

W naszym przypadku po rozmowach i wizycie domowej dostaliśmy zielone światło.

To był ten moment, kiedy poczułam pierwsze realne „tak”. To jeszcze nie pełna kwalifikacja do adopcji, ale już coś ruszyło. I choć w teorii to „tylko kwalifikacja do szkolenia”, dla mnie to było bardzo ważne – poczułam, że ktoś z zewnątrz zobaczył, że mamy potencjał.

Podsumowanie !

✔ Zanim trafisz na szkolenie, czeka Cię diagnoza psychologiczna i pedagogiczna.

✔ Spotkasz się z psychologiem i/lub pedagogiem – to rozmowa, nie przesłuchanie.

✔ Odbędzie się też wywiad w Twoim domu – spokojny i ludzki, choć potrafi wywołać stres.

✔ W naszym przypadku remont, balustrada i przemeblowania dodały temu etapowi emocji – ale też sprawiły, że poczułam, że to naprawdę się dzieje.

✔ Po tym wszystkim ośrodek podejmuje decyzję o zakwalifikowaniu Cię do szkolenia – i to naprawdę ważny moment.

Szkolenie dla przyszłych rodziców adopcyjnych

Kiedy ośrodek kwalifikuje Cię do szkolenia, to robi się już naprawdę konkretnie.

To znaczy: to się dzieje.

Szkolenie jest obowiązkowe – i ma przygotować Cię nie tylko do samej adopcji jako decyzji, ale do życia z dzieckiem, które ma za sobą coś więcej niż tylko dzieciństwo.

Jak wygląda szkolenie?

To zależy od ośrodka.

W niektórych miejscach trzeba czekać naprawdę długo – nawet miesiącami – aż zbierze się grupa i ruszy kolejna edycja. W innych – tak jak u nas – może się to wydarzyć w ekspresowym tempie.

Pamiętam, że powiedziano nam: „Szkolenie rusza tego i tego dnia – macie czas do wtedy, żeby wszystko przygotować.” I to było turbo mobilizujące.

Z jednej strony stres – bo wszystko musieliśmy ogarnąć w tempie ekspresowym – ale z drugiej strony taka radość i motywacja, że to już, że naprawdę coś się dzieje.

Jak długo trwa szkolenie?

Szkolenie dla kandydatów do adopcji jest obowiązkowe, choć przepisy przewidują pewne wyjątki, na przykład przy adopcji dziecka spokrewnionego. Liczba godzin szkolenia nie może być mniejsza niż 35 godzin dydaktycznych, ale dokładny harmonogram zależy od konkretnego ośrodka adopcyjnego.

W praktyce spotkania mogą odbywać się raz lub kilka razy w tygodniu, czasem także weekendowo. U nas było to osiem spotkań po pięć godzin dydaktycznych każde. Z tego, co pamiętam, skończyliśmy wszystko w ciągu około miesiąca – chyba spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu, ale ręki sobie uciąć nie dam.

Na pewno było intensywnie, ale bardzo wartościowo.

Czego można się spodziewać na takim szkoleniu?

To nie jest siedzenie w ławce i słuchanie wykładów z podręcznika (przynajmniej na naszym szkoleniu). Zajęcia są prowadzone przez psychologów, pedagogów, czasem również przez osoby, które same przeszły przez proces adopcji.

Najczęściej obejmują:

część teoretyczną – podstawy prawa, rola rodziny adopcyjnej, zasady przysposobienia;

część psychologiczną – psychologia więzi, trauma, rozwój dziecka po przejściach;

warsztaty praktyczne – ćwiczenia, scenki, burze mózgów, praca w grupach.

U nas to była naprawdę bardzo angażująca forma. Były ćwiczenia, scenki, plansze, wspólna praca i rozmowy. Każdy mógł się wypowiedzieć, każdy był zaangażowany. Prowadzące były świetne – mądre, wspierające, bez oceniania.

Atmosfera i grupa – czyli coś więcej niż tylko nauka bo mieliśmy zgraną grupę. Dogadywaliśmy się, wspieraliśmy, śmialiśmy, dzieliliśmy refleksjami i emocjami.

Na każde spotkanie ktoś przynosił domowe ciasto – i zawsze była herbata, coś słodkiego, coś miłego. To naprawdę robiło różnicę.

Po zakończeniu szkolenia spotkaliśmy się jeszcze raz – tym razem już na luzie, w restauracji, żeby spędzić ten czas razem. Nie było to obowiązkowe, ale naprawdę czuło się, że przeszliśmy przez coś ważnego – wspólnie.

Indywidualne spotkanie z psychologiem

W trakcie lub tuż po szkoleniu każdy miał też indywidualne spotkanie z psychologiem.

W naszym przypadku było ono umawiane w różnym czasie, osobno dla każdej osoby/pary.

To była okazja do tego, żeby porozmawiać bardziej osobiście – o tym, co pojawiło się w trakcie szkolenia, o wątpliwościach, o naszych wewnętrznych procesach.

Jak to wygląda w innych ośrodkach? (skrótowo)

Choć przebieg szkoleń może się różnić, wiele ośrodków realizuje je według podobnych założeń:

szkolenia trwają od kilku tygodni do kilku miesięcy, w zależności od harmonogramu i liczby godzin,

program szkoleniowy zawiera blok prawny, psychologiczny, wychowawczy i motywacyjny,

spotkania odbywają się stacjonarnie lub hybrydowo, w grupach lub indywidualnie,

w wielu miejscach organizowane są indywidualne konsultacje z psychologiem jako uzupełnienie zajęć grupowych.

Szkolenie kończy się wydaniem zaświadczenia o jego ukończeniu, które jest niezbędne do przejścia do kolejnego etapu.

Czy trzeba się bać?

Nie. Ale trzeba być gotową na to, że niektóre rzeczy mogą poruszyć coś głębiej. Mówimy o dzieciach, które przeżyły stratę, odrzucenie, traumę – i o tym, jak to wpływa na ich rozwój, emocje, zachowania.

Dla mnie to szkolenie było jednym z najciekawszych etapów całej procedury. Było głęboko poruszające, ale też bardzo wspierające.

I przede wszystkim – chociaż częściowo przygotowało mnie na to, co może mnie czekać jako mamę adopcyjną.

Podsumowanie!

✔ Szkolenie to etap obowiązkowy, ale naprawdę wartościowy.

✔ Może wyglądać różnie – czasem trwa miesiącami, czasem dzieje się bardzo szybko (jak u nas).

✔ U nas: 8 spotkań x 5 godzin, ciekawa forma, świetna grupa i cudowna atmosfera.

✔ To nie była teoria, to było realne przygotowanie na życie z dzieckiem po przejściach.

✔ Miałam też indywidualne spotkanie z psychologiem w trakcie tego etapu.

✔ Szkolenie wspominam jako coś, co mnie poruszyło, zainspirowało i zbliżyło do tej decyzji jeszcze mocniej.

Oczekiwanie na propozycję dziecka

Po zakończeniu szkolenia i uzyskaniu zaświadczenia, zaczyna się etap, który dla wielu osób jest… najtrudniejszy.

Oczekiwanie.

Nie ma już dokumentów do skompletowania, nie ma spotkań co tydzień, nie ma ćwiczeń, wykładów, planu.

Jest cisza.

I ta myśl, która pojawia się częściej niż bym chciała:

„Kiedy zadzwonią?”

Ważne: to nie Tobie, Wam szuka się dziecka, tylko dziecku szuka się rodziców

To jedno z najważniejszych zdań w całym procesie adopcyjnym.

To nie jest tak, że siedzisz i czekasz, aż ośrodek znajdzie Ci dziecko.

To nie katalog, z którego ktoś wybiera malucha „dla Was”.

To dziecku szuka się najbardziej odpowiednich rodziców.

I właśnie dlatego czasem trzeba czekać długo – bo to nie jest decyzja podejmowana pochopnie.

Nie każde dziecko może być adoptowane.

Ważne jest też to, że do adopcji mogą trafić tylko dzieci z uregulowaną sytuacją prawną.

Dzieci, wobec których rodzice biologiczni zostali pozbawieni praw rodzicielskich (lub zrzekli się ich).

To sprawia, że ilość dzieci do adopcji jest znacznie mniejsza, niż mogłoby się wydawać.

Ile trwa oczekiwanie?

Nie da się tego przewidzieć.

To może być kilka tygodni, ale może być też kilka miesięcy, a nawet lat.

Wszystko zależy od:

profilu dziecka, na które czekasz,

Twojej sytuacji (wiek, zdrowie, model rodziny),

aktualnych możliwości ośrodka i sytuacji dzieci.

U nas to było dość szybko.

Ale znam historie, gdzie ten czas był naprawdę długi i wyczerpujący emocjonalnie.

Co się dzieje w tym czasie?

Tak naprawdę… czekasz.

Ale jednocześnie warto ten czas dobrze wykorzystać.

Możesz:

  • poczytać, pogłębić wiedzę – o dzieciach z FAS, o więzi, o radzeniu sobie z emocjami,
  • pójść na terapię (jeśli czujesz, że coś jeszcze warto przepracować),
  • po prostu odpocząć, naładować się,
  • spędzić czas z partnerem, z dziećmi, z samą sobą.

Ja wiem, że instynkt podpowiada, żeby w tym czasie przygotować pokój.

I owszem – możesz zrobić coś wstępnego.

Ale prawda jest taka, że nic jeszcze o tym dziecku nie wiesz.

Nie wiesz, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka.

Nie wiesz, ile będzie mieć lat.

Nie wiesz, jakiej będzie potrzebować przestrzeni.

Prawdziwe przygotowania zaczynają się dopiero wtedy, kiedy zadzwoni telefon.

Wtedy wszystko się konkretyzuje.

I wtedy masz zazwyczaj bardzo mało czasu – więc warto być gotową organizacyjnie, ale jeszcze nie inwestować emocjonalnie w „ten pokój z marzeń”.

  • Czas na regenerację

To czas, który naprawdę warto poświęcić sobie.

Na odpoczynek. Na „ładowanie baterii”.

Bo później – niezależnie od tego, czy to będzie pierwsze dziecko, czy kolejne – czasu dla siebie jest zdecydowanie mniej.

U nas już była córka, więc wiedzieliśmy, z czym się to je. Ale i tak, kiedy pojawia się nowe dziecko – wszystko się zmienia. Dlatego jeśli mogę dać jedną radę z serca:

zadbaj teraz o siebie.

Ten czas naprawdę się przyda.

Kiedy pojawia się propozycja dziecka… To najczęściej telefon. Taki, którego się nie zapomina.

Ale o tym opowiem osobno – bo pierwsze spotkanie zasługuje na osobny wpis.

To jest moment, którego się nie opisuje jednym akapitem.

Podsumowanie!

✔ Po zakończeniu szkolenia zaczyna się etap oczekiwania – trudny, bo nie masz wpływu na czas.

✔ To nie Tobie szuka się dziecka, tylko dziecku szuka się rodziców.

✔ Do adopcji trafiają tylko dzieci z uregulowaną sytuacją prawną – dlatego ten czas może się wydłużać.

✔ Pokój dziecka? Wstępnie możesz coś planować, ale prawdziwe przygotowania ruszają dopiero po propozycji.

✔ Ten czas warto poświęcić na odpoczynek, regenerację, wzmocnienie siebie – bo później będzie intensywnie.

✔ Pierwsze spotkanie z dzieckiem? Będzie. I opowiem Ci o nim w osobnym wpisie.

Pierwsze spotkanie z dzieckiem

Pierwsze spotkanie z dzieckiem to jeden z najbardziej emocjonalnych momentów całego procesu adopcyjnego. Można przeczytać o procedurach, dokumentach i szkoleniach, ale tego uczucia nie da się w pełni przygotować z poradnika.

Kiedy ośrodek adopcyjny przedstawia propozycję dziecka, kandydaci najpierw otrzymują informacje o jego sytuacji: wieku, stanie zdrowia, historii, rozwoju, potrzebach i sytuacji prawnej. To moment, w którym trzeba uważnie słuchać, zadawać pytania i dać sobie przestrzeń na emocje.

To nie jest łatwa decyzja, bo z jednej strony pojawia się ogromne poruszenie, a z drugiej — odpowiedzialność. Warto pamiętać, że nie chodzi tylko o wzruszenie pierwszym zdjęciem czy opisem dziecka. Chodzi o realną gotowość na przyjęcie konkretnego dziecka: z jego historią, potrzebami i trudnościami.

Samo pierwsze spotkanie może wyglądać różnie. Czasem odbywa się w domu dziecka, czasem w rodzinie zastępczej, czasem w innym miejscu wskazanym przez ośrodek. Zwykle uczestniczą w nim osoby, które znają dziecko i mogą pomóc w spokojnym nawiązaniu pierwszego kontaktu.

Nie trzeba od razu wiedzieć, co powiedzieć. Nie trzeba być idealnie spokojnym, naturalnym i „gotowym” w każdej sekundzie. To normalne, że pojawia się stres, wzruszenie, niepewność, a czasem nawet pustka w głowie.

Najważniejsze jest, żeby podejść do dziecka z delikatnością. Nie zasypywać go pytaniami, nie oczekiwać natychmiastowej bliskości, nie wymuszać przytulania. Dla dziecka to również ogromna sytuacja — spotyka ludzi, którzy mogą stać się jego rodziną, ale jeszcze nie musi rozumieć tego tak, jak rozumieją to dorośli.

W naszym przypadku pierwsze spotkanie było tak ważne, że zasługuje na osobny wpis. Tutaj chcę tylko zaznaczyć jedno: ten etap nie jest formalnością. To moment, w którym zaczyna się bardzo realna relacja.

Co warto zrobić przed pierwszym spotkaniem?

✔ Przygotować pytania do ośrodka lub opiekunów dziecka.
✔ Dowiedzieć się jak najwięcej o zdrowiu, rozwoju, rytmie dnia i potrzebach dziecka.
✔ Nie nastawiać się na idealny scenariusz.
✔ Dać sobie prawo do emocji.
✔ Pamiętać, że dziecko też może być zestresowane, wycofane albo zdezorientowane.
✔ Nie oczekiwać więzi od pierwszej minuty.

Pierwsze spotkanie z dzieckiem to początek. Nie finał. To dopiero pierwszy krok do poznawania siebie nawzajem.

Procedura sądowa i przysposobienie dziecka

Kiedy poznasz dziecko i podejmiesz decyzję, że to właśnie ono ma zostać Twoim dzieckiem, zaczyna się etap, który jest z jednej strony formalny, a z drugiej – najbardziej symboliczny i emocjonalny.

To właśnie wtedy stajesz się rodzicem w świetle prawa. Ale zanim sąd powie „tak”, trzeba jeszcze przejść przez kilka ważnych kroków: poznanie dziecka, okres preadopcyjny i rozprawę sądową.

Poznanie dziecka i postanowienie o osobistej styczności

Zanim dziecko zamieszka z Tobą, sąd musi wydać postanowienie o osobistej styczności. To formalna decyzja, która pozwala kandydatom na rodziców adopcyjnych nawiązać kontakt z dzieckiem – ale zakres tej styczności może być różny.

W niektórych przypadkach oznacza to kilka spotkań w miejscu, w którym dziecko dotąd przebywa (np. w domu dziecka lub rodzinie zastępczej).

W innych – tak jak u nas – postanowienie o osobistej styczności obejmuje również zgodę na to, by dziecko mogło od razu zamieszkać z nami, mimo że formalnie opiekunem prawnym wciąż jest np. dyrektor placówki.

Taka możliwość jest zgodna z obowiązującymi przepisami i zdarza się dość często. Sąd, podejmując decyzję, kieruje się przede wszystkim dobrem dziecka – a budowanie więzi w codziennym, domowym środowisku może być dla tej relacji niezwykle ważne.

W praktyce więc postanowienie o osobistej styczności może jednocześnie otwierać tzw. okres preadopcyjny, nawet jeśli w dokumentach nie pojawia się ta konkretna nazwa.

Okres preadopcyjny – co się wtedy dzieje?

Po zakończeniu procesu zapoznawania się, jeśli wszystko idzie w dobrą stronę – dziecko może zamieszkać z Tobą.

To właśnie wtedy zaczyna się tzw. okres preadopcyjny. Dziecko mieszka już z Tobą, ale jeszcze formalnie nie jesteś jego prawnym rodzicem.

W naszym przypadku ośrodek nie kontrolował nas już aktywnie, ale pamiętam rozmowę telefoniczną – taką bardziej organizacyjną niż kontrolującą. Za to czeka się na wizytę kuratora sądowego. I to jest element, który potrafi zestresować.

Wizyta kuratora – czyli weryfikacja życia… bez uprzedzenia. O wizycie kuratora nie jesteś informowana wcześniej. Nie masz wyznaczonej daty, nie wiesz, kiedy ta osoba zapuka do drzwi.

I, jak to u mnie bywa, oczywiście przyszedł w najmniej idealnym momencie.

To był letni wieczór, godzina 18–19.

Jak to latem – dzieci były całe popołudnie na podwórku, trochę u nas, trochę u sąsiadów. Mamy wspólną furtkę i często po prostu swobodnie się przemieszczamy.

Wracaliśmy właśnie od sąsiadów, a tu widzę – ktoś wchodzi na podwórko.

Pani kurator.

W domu – poobiadowy artystyczny nieład. Na kuchennym blacie życie. Ja – zmęczona, ale szczęśliwa.

I wtedy po prostu powiedziałam szczerze:

„Bardzo przepraszam za bałagan, ale wybrałam dziś zabawę z dziećmi na podwórku.”

I tak to właśnie było. Chciałam, żeby wszystko było idealne – wysprzątane, ułożone, perfekcyjne. Ale życie pokazało mi, że nie da się być perfekcyjną mamą w każdej chwili.

I to była dla mnie bardzo ważna lekcja. Czasem trzeba odpuścić.

Rozprawa sądowa – najważniejsze „tak” w całym procesie

Ten moment naprawdę mnie zaskoczył. Bo nie spodziewałam się, że rozprawa będzie dla mnie aż tak emocjonalna. A jednak była. To był jeden z najbardziej stresujących, a zarazem najbardziej wzruszających momentów.

Pamiętam, że sędzia zapytała mnie:

„A co jeśli za kilka, kilkanaście lat dziecko nie będzie takie, jak się Państwo spodziewaliście? Jeśli będą problemy, jeśli coś pójdzie nie tak?”

I wtedy odpowiedziałam z głębi serca:

„Mam córkę, którą urodziłam – i też nie wiem, co będzie. Nie jestem w stanie tego przewidzieć. Mogę tylko robić wszystko, co w mojej mocy, tu i teraz, żeby ta przyszłość była jak najlepsza.I być wystarczająco dobrą mamą.”

Reszty dokładnie nie pamiętam – za dużo emocji. Mąż też odpowiadał, ale szczerze? Nie jestem w stanie powiedzieć, co. Pamiętam tylko napięcie i to, jak bardzo byłam przejęta.

Oficjalnie rodzina

Po rozprawie – decyzja. Staliśmy się prawnie rodzicami. Nasze dziecko – już nie „tymczasowe”, „w okresie przejściowym”, tylko naprawdę nasze.

Na zakończenie wręczyliśmy pani sędzi, ławnikom i wszystkim obecnym album ze zdjęciami do przejrzenia, który przygotowywaliśmy przez cały okres, gdy Natan już z nami był.

To był dla nich miły akcent, usłyszeliśmy, że chcieliby, żeby każda rozprawa kończyła się tak pięknie.

Aspekty formalne – 800+

Warto wiedzieć, że w okresie preadopcyjnym można już ubiegać się o świadczenie 800+, jeśli dziecko mieszka z kandydatami i pozostaje na ich utrzymaniu, a do sądu został złożony wniosek o przysposobienie.

W praktyce przy składaniu wniosku do ZUS-u potrzebna jest dokumentacja potwierdzająca sytuację dziecka i prowadzone postępowanie adopcyjne. Warto dopytać o to w ośrodku adopcyjnym, bo pracownicy zwykle wiedzą, jakie dokumenty są potrzebne w danym przypadku.

To bardzo praktyczna rzecz, o której łatwo zapomnieć w emocjach, a może realnie pomóc w domowym budżecie – szczególnie wtedy, kiedy dziecko nagle zamieszkuje z Wami i trzeba ogarnąć milion nowych rzeczy naraz.

Podsumowanie!

✔ Zanim dziecko zamieszka z Tobą, spotykacie się i poznajecie – w miejscu, w którym ono przebywa.

✔ Na to musi wyrazić zgodę sąd – wydając postanowienie o osobistej styczności.

✔ Po pozytywnym zapoznaniu – dziecko zamieszkuje z Tobą w ramach tzw. okresu preadopcyjnego.

✔ W tym czasie możesz się spodziewać niezapowiedzianej wizyty kuratora sądowego.

✔ Rozprawa sądowa to kulminacja procesu – pełna emocji, napięcia i wzruszenia.

✔ Po decyzji sądu stajesz się rodzicem w świetle prawa.

✔ Możesz złożyć wniosek o świadczenie 800+ jeszcze w okresie preadopcyjnym.

✔ I pamiętaj – to nie musi być idealnie. To ma być prawdziwie.

mama-z-dzieckiem-bliskosc-adopcja

Adaptacja dziecka w rodzinie

No i stało się. Dziecko już jest z Tobą. Oficjalnie, prawnie, na dobre i na złe.

I teraz… zaczyna się życie. Takie prawdziwe – codzienne, niepodręcznikowe, często chaotyczne. Adaptacja dziecka w rodzinie to proces – nie chwila.

To nie jest tak, że dziecko przekracza próg nowego domu i wszystko układa się jak w reklamie. Adaptacja to nie sprint – to maraton.

Każde dziecko reaguje inaczej. Są dzieci, które od razu wchodzą w nową rzeczywistość z ogromnym entuzjazmem. Są dzieci, które wycofują się, boją, nie rozumieją, co się dzieje.

Są też dzieci, które przez pierwsze dni czy tygodnie są… ciche, spokojne, urocze – i dopiero po czasie pokazują prawdziwe emocje. I wszystko to jest normalne.

Najpierw poznaje się dom. I mamę. I tatę. Na samym początku najważniejsze jest to, by dziecko poczuło się bezpiecznie. Nie musi (i nie powinno) od razu poznawać całej rodziny, znajomych, sąsiadów.

Najpierw musi poznać Was – mamę, tatę, ewentualne rodzeństwo. To Wy jesteście jego nowym światem – i to na Waszym gruncie powinno stanąć najpierw.

Pomoc z zewnątrz – czy ktoś Cię odciąży?

Na późniejszym etapie warto się zastanowić:

czy masz kogoś, kto Ci pomoże?

Kto przyjdzie, żeby pobyć chwilę z dzieckiem, albo – jeszcze lepiej – kto przyjdzie, żeby pobyć chwilę z Tobą. Wysłuchać. Pomóc. Zająć się praniem, zupą albo po prostu zabrać Cię na spacer.

Bo macierzyństwo – adopcyjne czy biologiczne – to pasmo wyzwań.

I często oznacza rezygnację z siebie. Z czasu dla siebie.

Z ciszy. Z przestrzeni.

Nie da się tego uniknąć, ale można się w tym nie zgubić – jeśli mamy wsparcie. To naprawdę nowa sytuacja. Wyjście ze strefy komfortu. Przewrócenie życia o 180 stopni. Wszystko się zmienia – rytm dnia, rytm nocy, rytm myśli. I właśnie dlatego warto zawczasu zaplanować, kto może Ci pomóc.

Nie oczekuj „więzi od pierwszego wejrzenia”

To coś, co bardzo chciałabym powiedzieć każdej mamie adopcyjnej, zanim zacznie mieć do siebie pretensje:

Więź nie zawsze pojawia się od razu.

Czasem potrzeba tygodni.

Czasem miesięcy.

Czasem dłużej.

To nie znaczy, że coś jest nie tak z Tobą. To znaczy, że oboje dopiero się uczycie siebie nawzajem. Więź to nie dar z nieba. To coś, co buduje się codziennością, obecnością, spokojem.

Jeśli chcesz poczytać więcej o tym, jak wygląda budowanie więzi – zajrzyj do mojego wpisu:

Jak pokochać adoptowane dziecko – tam dzielę się tym, co było dla mnie najtrudniejsze i najważniejsze.

Dziecko może testować, sprawdzać, odrzucać – a w końcu Cię pokochać. To może być trudny czas. Dziecko może być nieufne, wybuchowe, lękliwe. Może sprawdzać Twoją cierpliwość, twoje granice, twoje „na ile jeszcze mu pozwolisz”. Może cię ranić – słowem, zachowaniem, ciszą.

Ale za tym stoi historia.

Strata.

Zmiana.

Lęk.

Niepewność.

To nie znaczy, że nie będzie dobrze. To znaczy, że droga do „dobrze” może być kręta. Ty też możesz nie czuć się dobrze od razu. Nie musisz od razu czuć, że kochasz. Nie musisz czuć, że wszystko się zgadza.

Możesz czuć się zagubiona, przemęczona, zdezorientowana, a nawet – choć to trudne do przyznania – rozczarowana.

To nie znaczy, że to był zły wybór. To znaczy, że jesteś człowiekiem. I że Twoje emocje też są częścią tej adaptacji.

Co pomaga w adaptacji?

Stałość i przewidywalność – jasny rytm dnia, te same osoby, spokojne środowisko.

Prostota – nie trzeba organizować animacji i warsztatów plastycznych. Czasem wystarczy wspólne gotowanie zupy.

Czułość i granice jednocześnie – dziecko potrzebuje zarówno przytulenia, jak i „nie wolno”.

Akceptacja emocji – swoich i dziecka – smutek, lęk, złość, wycofanie. Wszystko ma prawo się pojawić.

Pomoc z zewnątrz – jeśli możesz, poproś o nią. Jeśli nie – znajdź choć jedną osobę, której możesz powiedzieć, że jest Ci trudno.

Czas dla siebie – choć trudny do zorganizowania, jest niezbędny. Nawet 15 minut w łazience z herbatą.

Pamiętaj, że to dopiero początek. Nie da się wejść w rodzicielstwo adopcyjne bez emocji. I nie da się go przeżyć bez momentów zawahania. Ale jeśli coś wiem, to to, że ta droga jest warta przejścia. Z całym jej trudem, zmiennością, bólem i czułością.

Podsumowanie!

✔ Adaptacja dziecka w rodzinie to proces – nie jedno wydarzenie.

✔ Najpierw dziecko poznaje Was – rodziców i rodzeństwo. Reszta przyjdzie później.

✔ Pomoc z zewnątrz może okazać się bezcenna – nie bój się z niej skorzystać.

✔ Więź buduje się z czasem, przez zwykłą codzienność.

✔ Trudne emocje – Twoje i dziecka – są normalne i mają prawo się pojawić.

✔ Daj sobie i dziecku czas. I pamiętaj, że robisz coś naprawdę ważnego.

Rodzina siedząca razem na kanapie – mama, tata, córka i synek

Na zakończenie

Ten wpis to tylko przewodnik – taki ogólny szkic.

W kolejnych tekstach chcę rozwijać każdy z tych tematów osobno:

  • psychologia więzi,
  • adaptacja,
  • trudności i kryzysy,
  • emocje dziecka i emocje rodzica,
  • jak nie zapomnieć o sobie,
  • jak znaleźć w tym wszystkim przestrzeń na bycie nie tylko mamą.

Bo adopcja to nie tylko procedura.

To historia.

To relacja.

To coś pięknego, prawdziwego – i wartego, żeby o tym mówić.

A ty co o tym myślisz? Jesteś na początku tej historii? W trakcie? Podziel się ze mną Twoją historią lub zadaj mi konkretne pytania?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *